Beauty makijaż Blog style Nasze testy

Polecane kosmetyki do makijażu z Sephora: co warto kupić, a co zupełnie u mnie się nie sprawdziło?

Z okazji Black Friday postanowiłam trochę zaszaleć i w końcu zainwestować w bardziej luksusowe kosmetyki z sephora.pl – również te viralowe, które na TikToku czy Instagramie zbierają tysiące zachwytów. Jak to jednak bywa z trendami, część z nich okazała się faktycznie świetna, ale niektóre kompletnie nie poradziły sobie w codziennym użytkowaniu. I jak zawsze – to tylko moje odczucia, bo każda skóra ma inne potrzeby, a makijaż bywa bardzo indywidualną sprawą.

1. Huda Beauty Faux Filter Luminous Matte Concealer

Ten korektor był jednym z najbardziej obiecujących produktów, które miałam na liście. Kusił mnie obietnicą ultramocnego krycia i rzeczywiście – jeśli chodzi o maskowanie sińców, jest absolutnie bezkonkurencyjny. Jednak to, co dzieje się później, już takie zachwycające nie jest. Korektor niestety mocno wysusza delikatną skórę pod oczami, a po kilku godzinach zaczyna wyglądać ciężko, sucho i po prostu… staro. Wchodzi w zmarszczki, podkreśla każdy suchy fragment i zostawia taki efekt „zmęczonego oka”. Przypomina mi pod tym względem kultowy korektor L’Oréal, z którym przeżyłam identyczną historię.

Zdecydowanie lepiej sprawdza się u mnie jako baza pod cienie, gdzie jego trwałość i poziom krycia stają się atutem, a nie wadą. Choć muszę przyznać, że od kiedy zmieniałam sposób aplikacji tego korektora i łączenia go z pudrem pod oczy (patrz pkt 10.), sprawuje się nieco lepiej, ale nadal nie jest to ideał, a szkoda, bo krycie ma naprawdę na poziomie master!

Podsumowanie:

  • Świetne krycie.
  • Idealny jako baza pod cienie.
  • Przesusza i postarza okolicę oczu.
  • Podkreśla zmarszczki.

2. Fenty Beauty Hella Thic Volumizing Mascara

Skoro ten tusz był tak wychwalany, spodziewałam się efektu „wow” na rzęsach. Niestety w praktyce okazał się jednym z największych zawodów. Zamiast pięknych, pogrubionych rzęs dostałam efekt pandy, który w ogóle nie pasował do obietnic producenta. Tusz rzeczywiście ładnie pogrubia rzęsy, ale co z tego, jeśli osypuje się niemiłosiernie – drobinki tuszu pod oczami po kilku godzinach to coś, czego absolutnie nie jestem w stanie zaakceptować.

Dla porównania – moja ulubiona mascara Eveline za kilkanaście złotych robi lepszą robotę i trzyma się perfekcyjne przez cały dzień.

Podsumowanie:

  • Ładne opakowanie i dobra szczoteczka.
  • Bardzo się osypuje.
  • Większa objętość rzęs.
  • Słaba trwałość.

3. Tarte Maneater Captivated Eyeshadow Palette – zachwycająca mini paletka

Ta paleta zdecydowanie nie była zakupem przypadkowym. Już od dłuższego czasu chodziła mi po głowie kultowa Tartelette, ale przed nieco większym wydatkiem, chciałam sprawdzić, czy formuła tej marki faktycznie jest tak dobra, jak wszyscy mówią. I tu świąteczny zestaw z mini paletą, tuszem i pomadką okazał się idealną okazją na pierwszy test. Jak się szybko okazało – intuicja mnie nie zawiodła.

Cienie mają intensywną pigmentację, są miękkie pod palcem i niezwykle łatwo się rozcierają, dzięki czemu makijaż dosłownie robi się sam. Trwałość również wypada świetnie – nawet po wielu godzinach makijaż wygląda jak świeżo nałożony. Do tego dochodzi coś, czego kompletnie się nie spodziewałam – przepiękny zapach, który dodaje makijażowi odrobiny luksusu i sprawia, że korzystanie z tej palety jest po prostu wyjątkowo przyjemne.

Cały zestaw okazał się bardzo udany, ale to właśnie paleta zrobiła na mnie największe wrażenie. Już wiem, że kolejnym krokiem będzie większa paleta tej marki, bo mini tylko narobiła mi apetytu na więcej.

Podsumowanie:

  • Świetna pigmentacja.
  • Bardzo dobra trwałość.
  • Piękny zapach.
  • Łatwe blendowanie.
  • Wady – brak (szczerze: naprawdę brak!)
@gadzetydlakobiety

Mini zestaw kosmetyków od Tarte 💜 Wszystkie są super, ale ta paleta w lampracie cętki… to totalny gadżeciarski smaczek! 🐆😍 Lubię, gdy kosmetyki wyglądają tak samo dobrze, jak malują ✨ #tarte #sephora #makeupvibes #beautyfinds #paletacieni

♬ original sound – Liam Conner

4. Natasha Denona Mini Eye Sculpt Palette – bestseller bez efektu „wow”

Ta paleta wzbudzała we mnie ogromne oczekiwania, bo Natasha Denona ma status jednej z najlepszych marek cieni na świecie. Niestety mini wersja Eye Sculpt nie zrobiła na mnie takiego wrażenia. Formuła jest poprawna, cienie blendują się dobrze, ale pigmentacja jaśniejszych odcieni już nie zachwyca. Największym problemem jest dla mnie trwałość – po kilku godzinach kolory wyglądają jakby były starte, mniej intensywne i zdecydowanie bledsze niż tuż po aplikacji.

Zastanawiam się, czy to kwestia tego, że paleta zawiera same maty, a ND słynie przede wszystkim z błysków, czy może mini wersje mają inną jakość niż pełnowymiarowe palety. Nie jest źle, ale spodziewałam się zdecydowanie więcej.

Podsumowanie:

  • Ładne, neutralne kolory.
  • Przyjemne blendowanie.
  • Słabsza pigmentacja przy jaśniejszych odcieniach.
  • Przeciętna trwałość.
  • Brak efektu „wow”.

5. Tarte Maneater Mascara

To tusz, który po prostu jest… poprawny. Nie daje spektakularnego efektu, ale też absolutnie nie robi krzywdy makijażowi. Rzęsy są ładnie podkreślone, lekko uniesione i naturalnie pogrubione. Tusz nie osypuje się w ciągu dnia i nie skleja rzęs, ale też nie daje takiego efektu jak np. maskary od YSL.

To dobry produkt do codziennego, delikatniejszego makijażu, ale jeśli ktoś szuka dramatycznej objętości, to nie tutaj.

Podsumowanie:

  • Dobra trwałość.
  • Naturalny efekt.
  • Nie osypuje się.

6. Tarte Shape Tape Concealer

Ten korektor okazał się strzałem w dziesiątkę. Jest lekki, komfortowy i idealnie stapia się ze skórą. Krycie jest średnie, ale bardzo naturalne, a najważniejsze – nie zbiera się w zmarszczkach i nie wysusza okolic pod oczami. Sprawdza się zarówno w szybkich, codziennych makijażach, jak i w tych bardziej dopracowanych.

Mam wersję mini, a po jej zużyciu na pewno kupię pełnowymiarową.

Podsumowanie:

  • Lekka formuła.
  • Naturalne krycie.
  • Nie wchodzi w zmarszczki.
  • Dobra trwałość.

7. Estée Lauder Double Wear Foundation

To klasyk, który zupełnie mnie nie zawiódł. Podkład wygląda niesamowicie elegancko na twarzy – kryje, ale jednocześnie nie tworzy efektu ciężkiej maski. Skóra jest wygładzona, ujednolicona i wygląda po prostu „lepiej”. Jego trwałość również robi wrażenie – potrafi utrzymać się w idealnym stanie przez cały dzień, bez konieczności poprawek.

To jeden z tych produktów, które faktycznie są warte swojej ceny.

Podsumowanie:

  • Świetne krycie bez efektu maski.
  • Eleganckie, wygładzone wykończenie.
  • Bardzo dobra trwałość.

8. Givenchy Prisme Libre Loose Powder – efekt Glow Skin!

Sypki puder od Givenchy zbiera masę pozytywnych recenzji na socialach – i to nie powodu . To produkt, który pięknie scala cały makijaż, zostawiając na twarzy delikatny, szlachetny, satynowy efekt. Nie przesusza skóry, nie tworzy suchego matu, ale jednocześnie utrwala makijaż naprawdę dobrze.

To puder, który nie rzuca się w oczy, ale pięknie podkreśla naturalny blask skóry – i właśnie dlatego jest taki dobry.

Podsumowanie:

  • Satynowe, eleganckie wykończenie.
  • Dobra trwałość.
  • Nie przesusza skóry.
  • Pięknie scala makijaż.

9. Tarte Maracuja Juicy Lip Plump

Ten produkt totalnie skradł moje serce. To błyszczyk w sztyfcie, który nie tylko wygląda pięknie, ale też świetnie pachnie i bardzo komfortowo nosi się na ustach. Daje delikatny efekt powiększenia, a przy tym usta wyglądają mokro, świeżo i zdrowo.

Jego formuła nie jest lepka, więc to idealny produkt na co dzień, do torebki, do szybkiego odświeżenia makijażu.

Podsumowanie:

  • Piękny zapach.
  • Nawilżające wykończenie.
  • Delikatny efekt powiększenia.
  • Komfortowa konsystencja.
  • Subtelny kolor.
  • Wyczuwalny mentol w grupie składników.

10. Tap That Puff Mini – Mini gąbki korekcyjne Sephora Collection

Co prawda nie jest kosmetyk do makijażu, ale bardzo przydatne akcesorium do jego wykonywania. Cieszę się, że odkryłam te gąbeczki, ponieważ całkowicie odmieniły końcowy wygląd skóry pod oczami po aplikacji korektora i pudru pod oczy – po nałożeniu produkty te doskonale stapiają się skórą i wygładzają jej powierzchnię. Do tej pory używałam w tym celu pędzelka, palców lub zwykłego beauty blendera, ale dopiero mini gąbeczki ze sklepu Sephora przyniosły mi oczekiwany efekt naturalności po aplikacji kosmetyków kolorowych.  

Zakupy w Sephorze potrafią być zarówno ekscytujące, jak i… zaskakujące. Niektóre produkty okazały się warte każdej złotówki, inne natomiast udowodniły, że popularność nie zawsze idzie w parze z jakością. Mam nadzieję, że moje subiektywne doświadczenia pomogą Ci podjąć lepsze decyzje i uniknąć kosmetycznych wpadek.

W następnym kroku wezmę się za przetestowanie kosmetyków do pielęgnacji twarzy z Sephora. Masz do polecenia jakieś serum lub krem z kategorii top produkty do pielęgnacji? Daj znać!

Możesz również polubić…