Ostatnio zastanawiałam się, za co tak naprawdę lubię Włochy i okazało się, że składa się na to wiele czynników. Kocham ten kraj za niezwykle barwny język i konieczność gestykulacji rękoma każdego wypowiadanego słowa. Uwielbiam włoską muzykę z lat 80-90 tych, ich wyśmienitą kuchnię i urokliwe krajobrazy. Ale najbardziej urzeka mnie unikalny klimat Włoch, który sprawia, że czuję się tam prawie tak dobrze, jak w domu. Nie zrozumcie mnie źle, nie staram się udawać włoskiej Bella Donny – nawet bym nie śmiała, gdy nie płynie we mnie ani jedna kropla włoskiej krwi! Ale jeśli reinkarnacja jest naszym prawdziwym przeznaczeniem, w przyszłym wcieleniu chciałabym być właśnie Włoszką… Utwierdziłam się w tym przekonaniu po przeczytaniu książki “Wieczory w Umbrii” Marleny de Blasi.
Być kobietą silną, samodzielną i niezależną
Siła, niezależność i samodzielność u kobiet to chyba nie zawsze kwestia indywidualnie ukształtowanego charakteru. Duży wpływ ma na to środowisko, w jakim się wychowujemy, bagaż życiowych doświadczeń oraz osobowość otaczających nas ludzi. Czytając książkę “Wieczory w Umbrii” zrozumiałam jednak, że te “mocne” strony charakteru są też sprawą wieku. Bohaterkami książki były kobiety w wieku 50-80 lat, które w przeciągu tych kilkudziesięciu lat przeżyły wiele (czasem nawet zbyt wiele), ale nigdy nie straciły swojej chęci i energii do życia i nie zapomniały, co w życiu jest tak naprawdę ważne.
Być obdarzoną prawdziwą pasją do gotowania
Książka “Wieczory w Umbrii” na samym początku nie wzbudziła mojego zbyt wielkiego zainteresowania – wydawało mi się bowiem, że mam do czynienia z czymś na wzór obyczajowej książki kulinarnej, w której nie znajdę nic ciekawego poza praktycznymi przepisami na tradycyjne i regionalne potrawy włoskie. Bardzo się jednak myliłam. Choć autorka rzeczywiście poświęciła dużo uwagi gotowaniu i przygotowywaniu wybranych potraw praktycznie krok po kroku, w książce nie zabrakło ciekawych historii głównych bohaterek, które łączy wieloletnia przyjaźń i pasja do gotowania, zaś dzieli rodzaj życiowych doświadczeń. W pewnym momencie zrozumiałam też, dlaczego tak wiele mówi się w niej o gotowaniu – dla tych czterech kobiet stanowiło ono bardzo ważną część cyklicznego porządku ich życia, a także określającej ich tożsamości. Dla mieszkanek Umbrii, zawodowych kucharek, priorytetem było kultywowanie lokalnych tradycyjnych kulinarnych.
Utrzymywać dobre relacje z bliskimi
Zawsze zazdrościłam ludzi prawdziwej pasji do gotowania, sztuki łączenia różnych smaków i radości z eksperymentowania w kuchni. Ale tu pojawiło się coś więcej. Większość przygotowywanych przez nie potraw powstała z naturalnych składników, samodzielnie uprawianych lub własnoręcznie wykonywanych produktów – własnej oliwy z oliwek, wina, czy chociażby chleba. Najistotniejsze było jednak to, że cotygodniowe gotowanie nie było dla nich konkursem pokroju Master Chief’a, ale pretekstem do spędzenia ze sobą większej ilości czasu, a także sposobem na zapominanie o troskach życia codziennego i odzyskiwanie sił oraz radości po ciężkim dniu. Z każdą przeczytaną stroną tej książki wzrastał nie tylko mój apetyt na włoskie potrawy i podziw dla bohaterek, ale też pewna tęsknota za spokojnym życiem na wiejskim terenie, w którym mniej uwagi poświęca się pracy, zaś więcej utrzymywaniu dobrych relacji z bliskimi osobami.
Mieć więcej czasu dla równie silnych kobiet
Nie chciałabym zostać źle zrozumianą – w moim życiu nie brakuje kobiet, które uważam za silne, samodzielne i niezależne. Są wśród nich nawet takie, które potrafią i lubią gotować 🙂 I problem wcale nie polega na tym, że one również nie są Włoszkami, ale na różnicach w mentalności Włochów i Polaków. Szczerze mówiąc nie wiem, czy zbytnio skupiamy się na pracy i obowiązkach domowych, w związku z czym wieczorami nie mamy już siły na rozwijanie swoich kontaktów towarzyskich, czy po prostu nas tego nie “nauczono”. Czytając książkę “Wieczory w Umbrii” zazdrościłam tym kobietom wieloletniej tradycji “kolacji czwartkowych”, podczas których razem gotowały, jadły, kosztowały przygotowane przez siebie wino i po prostu ze sobą rozmawiały. Dlatego obiecałam sobie “dobrze gotować, smacznie jeść i rozmawiać z tymi, którzy są ważni moim w życiu” i przekonać do tego bliskie mi osoby.
~ EB ~


To prawda, w dzisiejszym natłoku obowiązków ludzie zapominają o takich prostych rzeczach, co jest smutne, bo to właśnie te zwyczajne i codzienne rzeczy dają nam najwięcej radości!
Olga pieknie napisane!